Młodzieńczo-gimnazjalny wygłup Alfreda Jarry'ego, jakim jest sztuka Ubu król z jakże frapującym dookreśleniem w podtytule czyli Polacy, wpisał się, chyba w sposób niezamierzony, do kanonu kultury wysokiej. (...)
Postać Ubu stworzona została przez Jarry'ego na kształt patchworku: zmiksowana brutalnie z Pulcinelli, Poliszynela i Pietruszki (i jeszcze paru innych międzynarodowych figlarzy), poskładana z tyrana, szpicla i anarchisty, zlepiona z megalomana, tchórza, ordynusa. (...)
W Ubu królu Krzysztof Penderecki wszedł w styl Jarry'ego: sam wyznał, iż zakpił w tym utworze z klasyków gatunku i z siebie samego. Ale wpisując się w "miniastą" poetykę autora-szydercy, podmienił dosadność słownego humoru muzyczną, z ducha francuską, finezyjnością wokalnych i instrumentalnych ansambli, z których w istocie skrojony został utwór. Przeczytał Jarry'ego z perspektywy kuszącej, smakowitej, zapraszającej do pobuszowania po całej historii muzyki i zapuszczania się w rozmaite epoki i style. Poetyka makabry i wulgarności, zniewalająca poetę, zastąpiona została w muzyce przez poetykę humoru - czasami rubasznego, ale odciążonego od zadanej mu fascynacji brzydotą i okrucieństwem.
Małgorzata Janicka-Słysz